Budzi w nocy zona mnie
Będzie rodzic, trzeba wieźć
W głowie myśli różnych tłok
Pierwsze dziecko, to jest szok
Zakładam buty, zakładam spodnie
Jadę autem nieprzytomnie
Wzięli zonę już na stół
A ja chodzę, tam I tu
Płynie czas, trzecia godzina
Wpada lekarz